Konto w ING mam 30 lat, od dziecka. Więc można uznać mnie za wiernego klienta. Złożyłam w kwietniu wniosek o refinansowanie kredytu hipotecznego w innym banku na kwotę 250 tysięcy. Na decyzję czekałam 6 tygodni. Przy zarobkach ponad 130 tysięcy rocznie analityk obliczył, że zarabiam 7 tysięcy miesięcznie. Jedyny kredyt, jaki mam, to firmowy na 20 tysięcy (amortyzowany!) i nakazano mi go spłacić. Gdy odmówiłam, to otrzymałam informację, że mogę dostać 35 tysięcy mniej kredytu hipotecznego, ale nie muszę spłacać tamtego kredytu firmowego. Czyli propozycja gorsza niż za pierwszym razem. Przy braku kart kredytowych i moim zdaniem, wysokich zarobkach i niewysokiej kwocie kredytu, nie jestem w stanie otrzymać pełnego refinansu. Nie rozumiem, na jakiej podstawie analityk przyjął, że przy wpływach na konto rzędu 20 tysięcy złotych zarabiam jedynie 7. Do tego dochodzi absolutnie skandaliczny czas oczekiwania na decyzję. Wygląda na to, że po 30 latach po prostu się żegnam z ING, bo nie jest w stanie nic mi zaproponować. Zastanawiam się, kto może obecnie otrzymać kredyt w tym banku, skoro takie dochody i kwota kredytu są nieakceptowalne. Śmieszą mnie te reklamy w telewizji, jak to można dostać kredyt hipoteczny w ING "przez aplikację". Może jak się zarabia 0,5 miliona rocznie i wnioskuje się o 100 tysięcy złotych.