Zaangażowanie, zdrowie i ekologia. Wywiad z Igorem Pielasem, twórcą Activy - mobilnej gry rowerowej

Zrzucenie wagi i zdrowszy styl życia to jedne z najczęstszych noworocznych postanowień. Jak osiągnąć ten cel efektywnie i przyjemnie? Na przykład jeżdżąc na rowerze. A gdyby tak wspierać przy tym potrzebujących, rywalizować z kolegami z pracy i wygrywać nagrody? Na taki właśnie pomysł wpadli założyciele proekologicznego startupu Activy. Acitvy to firmowy program rowerowy i motywująca gra miejska w jednym. Dlaczego warto zachęcać pracowników do jazdy na rowerze? Czy rowery to nieodzowny element smart city? Zobaczcie, co na ten temat sądzi Igor Pielas z Activy.

 

 

Zakładam, że jesteś totalnym rowerowym fanatykiem? Facetem, który nie zsiada z roweru nawet zimą i przy niesprzyjającej pogodzie?

 

(Jak bardzo trafne było to założenie, dowiem się dopiero po jakimś czasie, gdy Igor zdradzi mi, że rozmawia ze mną przez zestaw słuchawkowy podczas jazdy na trenażerze. Forma godna podziwu, bo delikatnie przyspieszony oddech da znać o sobie dopiero pod koniec wywiadu).

 

Cóż, wyznaję zasadę, że nie ma czegoś takiego jak sezon (śmiech). Dla mnie trwa on cały rok. Chociaż oczywiście rozumiem osoby, które w miesiącach jesienno-zimowych z roweru rezygnują. Widać jednak, że coraz więcej Polaków jeździ na rowerach także w styczniu czy w lutym; czemu sprzyjają oczywiście coraz słabsze zimy.

 

A gdybyś miał zareklamować zalety całorocznej jazdy jednośladem?

 

Pierwsza zima, kiedy jeździłem do pracy rowerem, to była jednocześnie pierwsza zima od dawna, podczas której ani razu nie chorowałem. Myślę, że wyniknęło to z dwóch rzeczy. Po pierwsze, człowiek się wówczas odrobinę hartuje, a po drugie, unika zarazków krążących w transporcie publicznym. Ale w żadnym wypadku nie chcę, by zabrzmiało to, jakbym zniechęcał do komunikacji miejskiej; przeciwnie - jak najbardziej ją promuję.

 

Program rowerowy dla dużych i małych firm, grywalizacja, dobroczynność, nagrody. Opowiesz nam, jak Activy łączy to wszystko w jedną całość?

Activy to przede wszystkim firmowe wyzwanie rowerowe dla pracowników, dzięki któremu firma może promować zdrowy i ekologiczny tryb życia, a pracownicy – przez dobrą i niesamowicie wciągającą zabawę z innymi – budują motywację do zdrowych nawyków. I w tym momencie do gry wchodzi grywalizacja. Śmieję się, że wykorzystujemy wszystkie te metody, których giganci technologiczni używają do uzależniania nas od Instagrama, Facebooka i ogólnie telefonu, w dobrym celu: żeby uzależniać ludzi od zdrowego ruchu. W naszej wciągającej aplikacji użytkownicy zapisują swoje przejazdy, porównują się z innymi, zdobywają punkty, zakładają zespoły i zbierają na cele charytatywne. Udało nam się stworzyć aplikację – a w tej kategorii nie jest to łatwe – która ma benchmarki powyżej światowych średnich, a w niektórych aspektach nawet powyżej tzw. world class. Wymagało to bardzo dużo pracy i testowania, ale jesteśmy z niej bardzo dumni.

 

Co było Waszą inspiracją?

 

Z jednej strony Activy powstawało z wykorzystaniem badań naukowych, dzięki którym dowiedzieliśmy się, w jaki sposób ludzie “wkręcają się” w budowanie zdrowego nawyku. Ale z drugiej: nie wymyśliliśmy niczego nowego. Pracownicy różnych firm już wcześniej sami się organizowali i próbowali takie wyzwania robić: na kartce papieru, na tablicy, w Excelu, wyciągając dane z aplikacji sportowych.... Ale to nie mogło działać w 100%.

 

Ponieważ?

 

Po pierwsze, wyskalowanie wyzwania - w taki sposób, aby było ono naprawdę atrakcyjne - jest bardzo trudne pod względem operacyjnym. Po drugie, wszystkie te programy polegały na liczeniu kilometrów. A to jest absolutnie bez sensu, bo wtedy nagradzamy tylko tych, którzy już są wysportowani, którzy już jeżdżą. Pozostali są bez szans i tracą motywację. Nam udało się z jazdy rowerem stworzyć taką grę, zabawę, która wynagradza bardziej za zaangażowanie, niż za liczbę kilometrów.

 

No właśnie. Często podkreślasz, że w Activy bardziej niż przejechane kilometry liczy się zaangażowanie. Na czym dokładnie to polega? Czym Wasza aplikacja różni się od innych tego typu programów i dla kogo jest przeznaczona?

 

U nas „zwykły” miejski rowerzysta ma takie same szanse jak zawodnik przygotowujący się do triathlonu. Dlaczego? Oprócz kilometrów dajemy punkty za każdy przejazd: czy to do sklepu, odwożąc dziecko do przedszkola, czy nad Wisłę w weekend. Stosujemy premie za utrzymanie regularności, co niesamowicie motywuje. Niektórzy, żeby nie utracić passy (żeby punkty im się nie wyzerowały), łapali za rower w dzień swojego ślubu. Inni: w delegacji, w obcym mieście, przed północą szukali roweru, żeby przejechać parę niezbędnych kilometrów. Po 21 dniach otrzymuje się specjalny bonus. Wówczas wiele osób zaczyna czuć, że jazda na rowerze weszła im w krew. Nagle okazuje się, że z takiej zwykłej jazdy rekreacyjnej, weekendowej, można szybko przejść do dojeżdżania rowerem do pracy. W “rowery” zaczyna się też wciągać innych, rodzinę, przyjaciół. Programy Activy nie są skupione wyłącznie na dojazdach rowerem do pracy, ale na ruchu w ogóle. Chodzi o ogólną aktywność przez rower, który jest powszechnie dostępny.

 

Czyli nie ma znaczenia, czy jeżdżę na starym składaku czy szosówce za kilkadziesiąt tysięcy?

 

Rower jest dla każdego. Gdybyśmy może “grywalizowali” szybką jazdę samochodem, to wygrywaliby Ci, którzy posiadają więcej środków na chwalenie się maszynami. Niektórzy zaczynali, jeżdżąc rowerem wypożyczonym, a potem przełamywali się do zakupu własnego. Najbardziej cieszy nas, kiedy motywujemy ludzi, którzy przez dłuższy czas nic nie robili - brakowało w ich życiu jakiegokolwiek ruchu. WHO nazywa to Physical Inactivity, czyli pandemia braku aktywności. I nagle okazuje się, że - przy dobrej zachęcie – wszyscy dookoła chcą się ruszać. A na rowerze bardzo łatwo zacząć. Nie każdy rozpocznie od biegania. Dla wielu okaże się ono zdrowotnie trudne i kontuzjogenne. Z różnych powodów nie każdy chce też chodzić na siłownię. W naszym programie uczestniczyli poszkodowani w wypadkach, unieruchomieni na kilka tygodni. Rozpoczynali nasze wyzwania, a później je wygrywali, bo jeździli z ogromną regularnością i angażowali swoją rodzinę. Nawet nie mieli sportowych strojów; nim odzyskali sprawność, jeździli powoli, w takim tempie, na jakie pozwalały im kondycja i zdrowie. W historii Activy zapisały się też osoby, które po zakończeniu wyzwania wymieniały pół garderoby, bo od razu zrzuciły kilka/kilkanaście kilogramów. Ludzie sami zauważają, że w okresie wiosenno-letnim taka poranna przejażdżka „robi im dzień”. Endorfiny działają i mają dużo lepszy początek dnia, niż gdyby stali kilkadziesiąt minut w korkach.

 

Ale Activy to nie tylko rowery?

 

Zaczęliśmy od roweru, ale w tym roku rozszerzyliśmy ofertę i wprowadziliśmy też wyzwania biegowe. Zwróć uwagę, że już sama nazwa Activy nie nawiązuje wprost do rowerów, ale do aktywności jako takiej. Od samego początku mieliśmy poczucie większej misji: że chcemy motywować ludzi do zdrowego ruchu i przez to pomagać firmom na różnych płaszczyznach i przyczyniać się do redukcji emisji CO2.

 

Powiedziałeś już nieco, jak to wyglądało w Twoim przypadku. A jakie sygnały płyną od firm, które uczestniczą w programie? Czy pracownicy faktycznie lepiej się czują i mniej chorują?

 

Początkowo, ale teraz już coraz rzadziej, zdarzało się, że ktoś mówił: „No ale jak ja tych pracowników będę zachęcał do jazdy rowerem, to oni będą mi częściej chorować i nie będą przychodzić do pracy”. Totalna bzdura (śmiech). Według badań jest dokładnie odwrotnie – ludzie są zdrowsi, mają mniej absencji i rzadziej biorą L4. Absenteizm ma bardzo negatywny wpływ na gospodarkę. A absenteizm wynika nie tylko ze zwykłych chorób, ale też z przemęczenia spowodowanego stresem i brakiem aktywności fizycznej.

 

A co mówią na ten temat sami rowerzyści?

 

Co roku pytamy o to użytkowników i co roku od 98% z nich słyszymy, że chcą dalej uczestniczyć w Activy. Użytkownicy potwierdzają nam to, co wynika z badań: produktywność osób aktywnych fizycznie przed pracą wzrasta o 15%. Całkiem sporo, jak sobie o tym pomyślimy w większej skali, prawda?

 

Zdecydowanie.

 

78% badanych codziennej jeździe na rowerze przypisuje efektywniejszą pracę w ciągu dnia. To jest podstawa well-beingu. Jak wspomniałem, niedobór aktywności jest ogólnoświatowym problemem. Wg WHO 1 zgon na 10 wynika właśnie z tego powodu. Czyli mówimy o jednym z największych globalnych zabójców. Długotrwałe przebywanie w pozycji siedzącej i stres bardzo nas narażają. Chcąc nie chcąc jest to trochę efekt uboczny pracy i pracodawca jest za to w pewnym stopniu odpowiedzialny. Coraz więcej pracodawców rozumie i widzi, że inwestycja w well being pracowników jest inwestycją w wyniki firmy. Koszt absenteizmu i słabe zaangażowanie pracowników w gospodarce – gdy ludzie są w pracy tylko ciałem, a nie duchem – liczy się w USA w tryliardach dolarów!

 

Dla jakich firm w szczególności przeznaczony jest program Activy?

 

Widzimy, że takie programy działają już w firmach o wielkości około 50 pracowników. Górnej granicy oczywiście nie ma. Teraz zaczynamy obsługiwać firmy międzynarodowe i zobaczymy, jaki pułap uda nam się osiągnąć. Najczęściej są to biura zatrudniające 100-150 pracowników. Ale dużo zależy od branży. Sporo mamy mniejszych firm IT, software houseów, gdzie energia jest bardzo mocna. Chcę jednak podkreślić, że Activy to nie tylko duże miasta i nie tylko fajne biura. Dołączają do nas też inne miejsca pracy. Rower jest naprawdę dla wszystkich.

 

Jak wygląda pełny projekt „Rowerem do pracy”?

 

Aplikacja, o której już trochę opowiedziałem, jest oczywiście podstawą: to jest coś, z czego korzystają finalnie użytkownicy. Ale żeby wprowadzać w firmach taki program, musieliśmy obudować go know-howem. Dostarczamy go jak grę planszową w pudełku (śmiech). Oprócz aplikacji dajemy klientowi wszystko, co potrzebne, by program mógł wystartować. Mamy w tej „grze” instrukcję, jak to zrobić; maile, które trzeba wysłać na 14 i 7 dni przed startem oraz w dniu startu; grafiki, które informują, promują i podkręcają atmosferę; stworzoną dla każdej firmy stronę internetową konkursu; pakiet materiałów, które można wysyłać, czy to w formie małych plakatów, czy grafik; dodajemy też support opiekuna, do którego firma może się zgłosić, by porozmawiać i dopasować program do swoich potrzeb. Każdy konkurs jest inny i z każdą firmą staramy się dopracować specjalne elementy wyróżniające. Jeśli użytkownicy mają pytania, to odpowiadamy na nie również my; tak żeby koordynator w firmie mógł skupić się tylko na motywowaniu pracowników i zachęcaniu ich do dobrej zabawy.

 

Sezonowość, ryzyko utraty zainteresowania… Jak radzicie sobie z tymi wyzwaniami?

 

Tak, każda grywalizacja może się znudzić. Dlatego nawet jeśli biznesowo klient chce, by akcja była całoroczna, odmawiamy. Konflikt interesów? Trochę tak. Ale wynika to z tego, że każda akcja, by utrzymać duże zaangażowanie, musi być takim triggerem. Duży transfer motywacji musi się zgrać z wysoką łatwością wykonywania danej czynności. W naszym przypadku pogoda nadal odgrywa ważną rolę. Gdy są sprzyjające warunki, gdy inni jeżdżą na rowerze, to wszystko zaczyna fajnie działać. To jest właśnie ten trigger! Dlatego zimą nie realizujemy programów. Pracujemy wtedy nad następnym rokiem i kolejną edycją. Na wiosnę sami pracownicy piszą do nas, czy dogadaliśmy się już z działem HR, bo zaczyna się robić ciepło i chcieliby już pojeździć w wyzwaniu (śmiech).

 

Mniej więcej 9 na 10 startupów nie przeżywa pierwszego roku. Dlatego zawsze bardzo interesują mnie same początki marki, z której twórcami mam przyjemność rozmawiać. Z jakimi trudnościami się borykaliście i jak udało Wam się je pokonać?

Działamy już czwarty rok, więc chyba przeskoczyliśmy tę „dolinę śmierci” (śmiech). Ale początki bywały bardzo trudne. Myślę, że największym problemem w przypadku naszego modelu dystrybucji, czyli działania B2B, było to, że każda firma pytała: jakie firmy już z naszego produktu korzystają… A nie korzystał z aplikacji nikt, bo jeszcze nie powstała (śmiech). I tak było w każdej firmie. Wpada się w błędne koło: brak referencji sprawia, że nie ma się zbudowanej wiarygodności, a w sprzedaży B2B, nie wszyscy zaufają startupom. Jest to dla mnie zrozumiałe. Sam też pracowałem w dużych firmach i to był powszechny problem.

 

Co więc doradziłbyś w tej kwestii młodym startupowcom?

 

Najważniejsze to jak najszybciej, od razu sprawdzić, czy to, co chcemy robić, ma sens. Życie jest za krótkie, by robić rzeczy, które sensu nie mają i nie są skalowalne. Dla mnie “sprawdzanie”, czyli rok 2017, zbiegło się z momentem, gdy zamykałem swoją pierwszą firmę, nieudaną. Wiedziałem jednak, że mój pomysł ma prawo działać i zacząłem go testować. I tak pojawił się MVP – Mini Valuable Product, który był pierwszą wersją przeglądarkową. Zobaczyliśmy, że to działa i ludziom podoba się nasza idea. Robiliśmy badania, a ja jednocześnie biegałem z prezentacją, jeszcze bez gotowej aplikacji. Szalony okres: rano pracowałem, wieczorami pracowałem, a w porze lunchu i kolacji dowoziłem jedzenie rowerem, żeby jakoś spiąć budżet. Finansowo mieliśmy bardzo pod górkę.

 

Ale się nie poddaliście…

 

Nie, bo wierzyliśmy, że to ma sens. Nie tylko biznesowo, ale też w szerszym znaczeniu: że pomożemy zmienić życie ludzi na lepsze.

 

Bardziej napędzał Was temat ekologii czy zdrowia?

 

Zaczęliśmy od zdrowia. Jeśli ktoś robi coś dla siebie i swojego zdrowia, a jednocześnie jest to dobre też dla naszej planety, to mamy sytuację, jak to się mówi w biznesie, win-win. W 2017 na ekologię tak naprawdę mało kto jeszcze patrzył. Dopiero teraz to się zmienia.

 

Waszym pierwszym klientem został sam Microsoft?

 

Tak, udało nam się wygrać jeden z konkursów Microsfotu i został on naszym pierwszym klientem. Dzięki temu trochę ludzi nam uwierzyło i w 2018 mogliśmy się zacząć rozwijać.

 

Czy Wasz model biznesowy przewiduje dotarcie do klientów indywidualnych?

 

Mam marzenie, żeby produkt rozwijać również w obszarze B2C, nie tylko B2B. Ale wiem, że będzie ciężko to przetrwać. Potrzebne są wówczas duże zasoby finansowe. Model B2B pozwala od razu finansować produkt i działanie całej firmy. Takie podejście wydaje mi się rozsądne i zrównoważone. A jednocześnie jest sytuacją zwycięską dla wszystkich: korzystają i klienci, i użytkownicy, więc czujemy, że robimy coś dobrego.

 

Zrównoważony transport, rowery, pojazdy elektryczne, zero energetyczne biurowce i domy mieszkalne, inteligentne meble miejskie… to wszystko składowe tzw. smart city. Czy zauważasz, że miasta stają się coraz bardziej ekologiczne? Jak widzisz duże polskie metropolie za 5 czy 10 lat?

Jest to nieuniknione. Żeby uratować planetę, musimy zmienić swoje działania: nasz konsumpcjonizm, nasze zachowania. Wszyscy jesteśmy świadomi konsekwencji czegoś, czego nie nazywamy już problemem, a katastrofą ekologiczną. We wspólnym działaniu na rzecz Ziemi widać coraz więcej akcji, chociaż niektóre są jeszcze powierzchowne. W obszarze smart city transport jest szalenie ważny. Jeśli chodzi o elektryczne pojazdy, to w Polsce jest różnie z ich ekologicznością. Na rowerze spalamy kalorie, a nie węgiel, i to jest piękno tej aktywności. Coraz częściej dostrzegamy, że rower to nie sport, a transport w centrach miast. Do idei smarty city warto jednak podchodzić mądrze. Wymagane są działania na poziomie wysokim, rządowym czy samorządowym. One się dzieją, owszem, ale dzieją się wolno. Legislacyjnie, na szczęście, sporo przenoszone jest na biznes. Biznes będzie musiał się dostosować, bo a) regulacje, b) konsumenci będą tego wymagać, c) pracownicy będą od nich tego wymagać. Bardzo mocno wierzę w ludzi, ale też w siłę biznesu. Jeśli pojawią się tam pieniądze i zostaną stworzone warunki, by było to opłacalne, to coraz więcej firm będzie naprawdę eko. Hołduje zasadzie do well, do good. Można połączyć zysk finansowy z zyskiem społecznym. Smart city to też pojęcie bardzo technokratyczne. Wydaje mi się, że powinniśmy iść w kierunku good citygood for people, good for planet, bo niekoniecznie wszystkie rozwiązania smart będą dobre dla naszej przyszłości.

 

A jak oceniasz współpracę miast czy gmin z eko startupami?

 

Mam nadzieję, że współpraca miast ze startupami będzie lepsza i bardziej wydajna. Na razie oceniam ją jako raczkujące dziecko, które nie jest w stanie mówić. My współpracujemy z jednym miastem w Polsce – Gdańskiem. Jest to świetny case, bo na początku bardzo chcieliśmy współpracować z miastami, ale poziom biurokracji i niezrozumiałe decyzje ostudziły nasz zapał… Ale może w przyszłości się to zmieni.

 

Dziękuję za rozmowę.

 

Dziękuję.

 

 

Wywiad został nagrany na początku roku, w międzyczasie sytuacja na świecie zmieniła się diametralnie. Jak to w startupie bywa, szybko dostosowaliśmy się do nowych realiów i stworzyliśmy nowy produkt, w którym stawiamy na bezpieczną aktywność i wirtualną integrację. Business Bike & Run Challenge powstało z myślą o pracownikach, którzy tymczasowo nie dojeżdżają do pracy. Do gry zapraszamy 5-osobowe zespoły, które mogą śledzić swoje postępy i rywalizować z innymi. Gra integruje, ale jednocześnie stawia jedynie na wirtualne kontakty. W całej komunikacji bardzo zwracamy uwagę na odpowiedzialność i bezpieczeństwo.