Startup, który do sukcesu podchodzi na zimno

Rozmowa z Pavelem Panasjukiem, prezesem firmy DAC – zwycięzcą pierwszej edycji Programu Grantowego ING.

 

Czy wiecie, że do połowy XXI wieku będziemy zużywać na świecie więcej energii na chłodzenie niż na ogrzewanie? Rozwiązaniem tego poważnego problemu może okazać się innowacyjne urządzenie marki DAC (Dynamic Air Cooling). Zapraszamy na rozmowę z prezesem firmy, Pavelem Panasjukiem.

 

Zacznijmy od Waszego - zakończonego wielkim sukcesem, bo zdobyciem pierwszej nagrody! - udziału w Programie Grantowym ING. Jakie to było dla Was doświadczenie? Co Was zaskoczyło? Co Wam się podobało? Czy nawiązaliście jakieś ciekawe relacje? Pomysł którego z finalistów szczególnie przypadł Wam do gustu? I najważniejsze chyba: Czy wiecie już, na co dokładnie przeznaczycie grant w wysokości 400 000 złotych?

 

To było fantastyczne przeżycie. Wciąż nie mogę uwierzyć, że coś takiego się wydarzyło. Dwa tygodnie wcześniej wygraliśmy już jeden konkurs i powtórzenie tego osiągnięcia wydawało  się niemożliwe. A jednak nam się udało! Ale udział w Programie Grantowym ING był ogromną przyjemnością, niezależnie od laurów, jakie nam przyniósł. Pomysł, organizacja - wszystko stało na najwyższym poziomie.

 

Wszędzie, gdzie tylko mam taką okazję, powtarzam, że wciąż brakuje wsparcia dla technologicznych startupów, które proponują nowe podejścia do rozwiązywania pewnych problemów i budują nowe technologie. To, że ING wyróżniło takie właśnie projekty - bardziej hardware - wyjątkowo pozytywnie mnie zaskoczyło. Kiedy zobaczyłem listę finalistów, wręcz oniemiałem. Pojawiły się tam marki, które naprawdę podejmowały jakieś ryzyko, przynosiły rzeczywiście nowe spojrzenie.

 

Dzięki udziałowi w Programie nawiązaliśmy współpracę ze spółką Luminos Zielona Energia, która rozwija elastyczne, innowacyjne panele słoneczne. Mamy bowiem taki pomysł, aby na bazie naszego urządzenia stworzyć mobilną, autonomiczną jednostkę do chłodzenia. Elementem tego rozwiązania byłby kontener oklejony fotowoltaicznymi panelami. Jesteśmy już po kilku udanych rozmowach z Luminosem i wierzę, że możemy sobie fajnie nawzajem pomóc, wywołać efekt synergii. Możliwość zbudowania tego typu relacji to znaczący benefit takich wydarzeń, jakie przygotowało ING.

 

Nasza roadmapa - ścieżka rozwoju - jest bardzo precyzyjnie rozpisana. Dokładnie wiemy, jak będziemy budować projekt i produkt w ciągu kolejnych dwóch lat. Wszystkie zaplanowane kroki moją swój oszacowany koszt, który zamierzamy pokrywać dofinansowaniem z programu unijnego EIC Accelerator. Na marginesie dodam, że jesteśmy tylko jedną z dwóch spółek w Polsce, które otrzymały wsparcie w ramach tej inicjatywy. Dodatkowe środki, jakie uzyskaliśmy dzięki zajęciu pierwszego miejsca w Programie Grantowym ING, planujemy przeznaczać na pokrywanie wszystkich niezaplanowanych - a takie niemal na pewno się pojawią - kosztów w ramach projektów badawczo-rozwojowych. Chcemy też zbudować centrum hardwarowe wspierające inne startupy w procesie powstawania ich produktów. Potrzebujemy do tego przestrzeni, maszyn i wyposażenia. Podsumowując: wszystko, jak na razie, układa się wyśmienicie.

 

Opowiedzcie teraz więcej o Waszym urządzeniu. Jak działa DAC? Co odróżnia go od tradycyjnych klimatyzatorów, jednostek chłodzących itp.? Do jakich celów jest on przeznaczony?

 

Zacznę od tego, że opowiem w kilku słowach o technologii, jaka aktualnie obecna jest na rynku. Do chłodzenia powszechnie wykorzystuje się parakompresję, czyli sprzężenie i rozprężanie gazów, np. freonów. Pojawia się tutaj taki problem, że są to gazy „super cieplarniane” - zatrzymują minimum 4 tys. więcej razy ciepła niż CO2. Chcieliśmy zbudować technologię chłodzenia, która takich gazów nie używa w ogóle. Nasze rozwiązanie w porównaniu z tradycyjnymi metodami wypada mniej więcej tak, jak zestawienie silnika odrzutowego ze spalinowym. Stworzyliśmy urządzenie oparte na gazodynamice - zmianie trybu energii. Prostymi słowami można powiedzieć, że tworzymy w środku, w środowisku kontrolowanym, coś w rodzaju mini tornada. W wyniku przyspieszania powietrza występuje szybkie obniżenie temperatury - w pewnym momencie aż o 120°C. W tym momencie nasze urządzenie pozwala na obniżenie temperatury w przestrzeni o 75-90 stopni. Kiedy na wejściu mamy powiedzmy +30°C, na wyjściu możemy mieć -60°C.

 

Taki zakres temperatur determinuje zastosowanie tego systemu. Trudno przecież wyobrazić sobie użytkownika indywidualnego, który potrzebowałby w domu -60 stopni. DAC przeznaczony jest więc przede wszystkim do zastosowań przemysłowych, szczególnie dla segmentu coldchain, czyli wszystkiego, co jest związane z transportem i przechowywaniem żywności. Planujemy zacząć od zbudowania jednostki do transportowania - kontenera lub samochodu dostawczego - w której będzie można przechowywać produkty w temperaturach od -20 do +5, tak jak w klasycznych urządzeniach teraz. Następnie chcemy przejść do budowania jednostek znacznie większych: magazynów, komór chłodniczych itp. Pamiętajmy jednak, że zastosowanie chłodzenia jest bardzo szerokie: centra danych, serwerownie, biurowce, pomieszczenia podziemne, jak kopalnie czy metro. Chłodu używamy niemal wszędzie i nie zamykamy się na żadne możliwości. 

 

Jak bardzo konwencjonalne urządzenia do wytwarzania chłodu przyczyniają się do degradacji środowiska? Jakie obciążenie dla Ziemi stanowi ten rynek? Jakie są tutaj trendy? Czy w związku z globalnym ociepleniem obserwujemy gwałtowny rozrost całego sektora? Czy pojawia się coraz więcej alternatywy takich jak Wasza?

 

Świetne pytania! Niewielu ludzi tak naprawdę wie, jaki jest koszt ekologiczny chłodzenia. Warto sobie uzmysłowić, że chłodzenie  różnych przestrzeni w Stanach Zjednoczonych pochłania więcej energii niż wynosi zużycie energii w Afryce w ogóle! A większość tej energii powstaje przez spalanie węgla lub innych paliw kopalnianych. Nadrzędnym celem klimatycznym jest zatrzymanie wzrostu średniej globalnej temperatury na poziomie 1,5 °C. Pół stopnia z tego półtora „zagarnia” właśnie chłodzenie i klimatyzacja. Innymi słowy: mniej więcej 27% globalnego ocieplania do połowy stulecia będzie spowodowane chłodnictwem. To nie są liczby, które sami sobie obliczyliśmy. W Protokole Montrealskim zawarto specjalną procedurę HFC phase-down. Zakłada ona konieczność wyłączenia z obiegu 85% używanych w tym momencie freonów. 85% lodówek, klimatyzatorów i innych urządzeń chłodniczych będziemy musieli zmodernizować lub wymienić.  Mówimy zatem o potężnej skali i gigantycznym problemie, o którym zdecydowanie za mało się mówi.

 

Każde rozwiązanie - nie tylko nasze - które pozwoli odjeść od freonów i obniżyć zużycie energii jest dobre i cenne. Rynek jest na tyle duży, że na pewno wszyscy się na nim zmieścimy. A pomysły na rozwiązanie tej kwestii są fantastyczne, niektóre wydają się wręcz mało realistyczne. Można na przykład chłodzić dźwiękiem, przez zjawiska magnetyczne albo w oparciu o nanotechnologię. Najpopularniejszym „zielonym” podejściem jest w tej chwili ewaporacja, czyli odparowywanie wody. To już dość dobrze znane zagadnienie, ale wiąże się z nim ten szkopuł, że przecież także wody zaczyna powoli brakować. Poszczególne wynalazki są na różnym etapie rozwoju i dotykają różnej skali. Niektóre mogą efektywnie schłodzić kilka butelek wody, ale całego mieszkania już nie. Inne mają niską deltę temperatur i pozwalają schłodzić coś raptem o 5 czy 6 stopni; nadają się przez to do klimatyzacji, ale nie do lodówki. I tak dalej, i tak dalej. My chcieliśmy stworzyć coś bardzo prostego, łatwego do skalowania i uniwersalnego, bo zabezpieczającego cały szereg temperatur.

 

Muszę także wspomnieć, że równolegle do tych nowatorskich ścieżek biegnie też druga droga - duzi gracze próbują po prostu zamieniać jedne freony na inne. Z naszego punktu widzenie to jest zła postawa. Tak wygląda cała historia chłodnictwa: ciągłe zamienianie jednego czynnika chłodzącego na inny. Na początku były metany, ale te są łatwopalne, więc wymienione je na amoniak. Amoniak jest jednak trucizną i można wykorzystywać go tylko do bardzo przemysłowych zastosowań. Amoniak zmieniono zatem na freony oparte na chlorze. Ale chlor spowodował dziurę ozonową, i przysiedliśmy się na freony HFC… Zmienianie jednego czynnika na drugi powoduje jeszcze większe problemy w przyszłości - to jest błędne koło, które trzeba przerwać. Musimy budować, jak mówi się w języki angielskim, future proof, czyli coś, co będzie bezpieczne teraz i w przyszłości.

 

Praca nad urządzeniem zaczęliście już w 2015 roku. Skąd pomysł, by zająć się tym właśnie tematem? Jak przebiegała droga, która doprowadziła Was do miejsca, w jakim jesteście dziś? Z jakimi problemami i wyzwaniami musieliście się mierzyć?

 

Autorem pomysłu jest nasz CTO Oleksandr Razumtsev. A wszystko zaczęło się od kłótni dwóch naukowców (śmiech). Panowie, podczas jakiejś teoretycznej debaty, posprzeczali się o to, czy w wykorzystywany teraz przez nas sposób można ochłodzić powietrze, czy nie. Żeby pokazać, że się da, zbudowano pierwszy prototyp. To było nawet jeszcze przed 2015 rokiem. Już to pierwsze urządzenie pozwoliło na obniżenie temperatury o 40 stopni. W tym momencie zaczęliśmy szukać pomysłu, gdzie można ten wynalazek wykorzystać. Wiem, że od strony biznesowej to wszystko stało na głowie. Każdy specjalista powie wszak, że najpierw trzeba zbadać rynek, zdiagnozować problem, znaleźć klientów itp. i dopiero potem zabrać się za opracowanie produktu. U nas było odwrotnie, ale chyba często tak to właśnie w życiu bywa. Nierzadko zastosowanie danego pomysłu różni się nawet od początkowych założeń. Kto mógłby pomyśleć, że te same procesy, których używa się w silnikach odrzutowych, posłużą do schładzania powietrza?

 

Przez następnych kilka lat, do 2018 roku, finansowaliśmy wszystkie prace badawczo-rozwojowe z własnych środków. Doprowadziło to do powstanie drugiego prototypu, przy pomocy którego można już było schłodzić większe objętości powietrza i uzyskać większą różnicę temperatur. W tym momencie musieliśmy już wejść z naszym pomysłem na rynek - zbudować zespół, znaleźć inwestorów. Czuliśmy, że w naszym rozwiązaniu drzemie ogromny potencjał. Pod koniec 2018 wygraliśmy pierwszy konkurs, polsko-ukraiński Kyiv Tech-Hub. Dzięki temu eventowi dostaliśmy zaproszenie do programu Poland Prize. Firma powstała w 2019 roku, a w 2020 pozyskaliśmy pierwszego inwestora – ShapeVC –  fundusz, z którym współpracujemy do dziś.

 

Nasz obecny prototyp to już jest coś, co rzeczywiście możemy pokazywać klientom. Wchodzimy teraz w kolejny etap: budowanie prototypu przedkomercyjnego, czyli urządzenia, które naprawę będziemy oddawać do użytkowania i testować przez długi okres i które ma już niemal finalną konstrukcję.

 

Co doradzilibyście młodym start-uperom i naukowcom, którzy mają jakiś oryginalny pomysł na eko-biznes?

 

Na początku warto odpowiedzieć sobie na pytanie, „jaki jest mój cel?”. My może nie wiedzieliśmy dokładnie, jakie będzie zastosowanie naszego urządzenia, ale na pewno wiedzieliśmy, co chcemy osiągnąć. Kiedy ma się już wizję, trzeba zaplanować kolejne kroki. Dobrze jest sięgać przy tym po instrumenty, jakich jest obecnie coraz więcej: akceleratory, programy doradcze, fundusze VC itp. Warto w to wchodzić, próbować swoich sił. Tak, będzie ciężko. Będziesz słyszał, że „jesteś na zbyt wczesnym etapie”, ale za którymś razem, choćby setnym, spotkasz kogoś, kto będzie twoim przedsięwzięciem zainteresowany. Próbować, próbować, próbować.

 

Jak Waszym zdaniem kształtuje się obecnie relacja między biznesem a ekologią?

 

Niestety, ale nie jestem tutaj optymistą. Business is business. Money is what money does. Ale pocieszam się tym, że do celów ekologicznych bardzo często można dojść przez wskaźniki ekonomiczne. Tak jest chociażby w przypadku naszej technologii, której zastosowanie przekłada się na niższe rachunki za energię. Czy ktoś sięgnie po eko rozwiązanie, bo troszczy się o planetę, czy dlatego, że chce obniżyć koszty, na końcu dnia nie będzie miało znaczenia. Dużą rolę odgrywa w tej kwestii także podejście państwa: inwestowanie w odnawialne źródła energii, wymiana starych kotłów na bardziej energooszczędne, programy wsparcia instalacji pomp ciepła itp. Nadszedł czas, aby pomyśleć o takim wsparciu obszaru klimatyzacji i chłodnictwa.