Energia na dwóch kołach! Rozmowa z Krzysztofem Dobrowolskim z firmy EcoBike

Rozmowa z Krzysztofem Dobrowolskim z firmy EcoBike, jednego z największych w Polsce producentów rowerów elektrycznych.

 

Coraz bardziej pogodne dni sprzyjają przesiadce z samochodu na zdrowsze i bardziej ekologiczne środki transportu. Wciąż zastanawiacie się, czy wolicie dojeżdżać do pracy rowerem, czy elektryczną hulajnogą? Być może odpowiednie dla Was będzie rozwiązanie pośrednie, czyli zyskujące coraz większą popularność rowery elektryczne? O zaletach jazdy na elektrycznych dwóch kołach i prowadzeniu związanego z tym biznesu opowiada Krzysztof Dobrowolski z EcoBike.

 

Jak działa rower elektryczny?

 

Rowery elektryczne dzielą się na kilka rodzajów, w zależności od zastosowanego w nich napędu. Mamy rowery z silnikami, które bezpośrednio przekładają napęd na przednie lub tylne koło. I coraz popularniejsze obecnie rowery elektryczne z tzw. silnikami centralnymi, gdzie napęd przenoszony jest przez korbę i pośrednio przez łańcuch. Rowery elektryczne wspomagają jazdę - proces pedałowania - w taki sposób, że znacznie mniejszym nakładem sił rower się rozpędza i utrzymuje daną prędkość, którą można sobie skonfigurować na wyświetlaczu takiego roweru. Jazda ze wspomaganiem zaczyna się jak na tradycyjnym rowerze - ruch zależy od pedałowania. W przypadku silników w kole mamy czujniki, które reagują na obrót korby. Czujnik wysyła informację do komputera, który steruje całym systemem i uruchamia się silnik wspomagający jazdę. W przypadku silników centralnych, mamy czujniki, które reagują już nawet nie na obrót korby, ale wręcz na sam nacisk na pedały. Sprawia to, że takie silniki są wydajniejsze i zapewniają bardziej naturalne wrażenia z jazdy. Użytkownik ma poczucie, że siła, która napędza rower, jest w jego nogach. W silnikach w kole te wrażenia są nieco inne - bardziej jakby ktoś nas popychał. Każdy rower elektryczny, nawet ten najprostszy, pozwala wybrać zakres takiego wspomagania. W tańszych wersjach, parametrów, które możemy regulować, jest po prostu mniej. W droższych, możemy konfigurować nie tylko prędkość, jaką rower będzie utrzymywał, ale także, jak szybko ją osiągnie.

Zamień brykę na elektryka i testuj e-bike'a od ING i Decathlon w 6 miastach w Polsce 

Zadebiutowaliście w 2008 roku. Jak duże było (i jest) zapotrzebowanie na Tegu typu produkt na polskim rynku?

 

Historia EcoBike zaczyna się nawet wcześniej. Początki naszej marki wiążą się z rodzinnymi tradycjami i pokoleniową miłością do rowerów. Rodzice - założyciele naszej firmy - prowadzili bowiem i prowadzą nadal swój własny sklep rowerowy. Nasz szef, szukając w Chinach pomysłu na biznes - czegoś, czego u nas jeszcze nie ma - żeby spędzić na Dalekim Wschodzie trochę więcej czasu, postanowił się gdzieś zatrudnić. Trafił, rzecz jasna, do fabryki rowerów. I chociaż pracował przy produkcji tradycyjnych jednośladów, do przemieszczania się po mieście dostał od przełożonych rower elektryczny. I spodobało mu się to tak bardzo, że to właśnie ten produkt chciał zaszczepić na polskim rynku. Nim staliśmy się producentami, byliśmy importerem. Ale kiedy zaczynaliśmy, zapotrzebowanie było właściwie żadne. Rowery elektryczne były wówczas całkowitą egzotyką. Zmiana, jaka nastąpiła w ciągu ostatnich kilku lat, jest przeogromna.

 

Obecnie duża część osób, które w ogóle myślą o zakupie roweru, bierze już pod uwagę rower elektryczny. Segment rowerów elektrycznych rozwija się tak szybko, że zdaniem wielu ekspertów w ciągu kilku następnych lat, jako rower typowo rekreacyjny będą się sprzedawały głównie rowery elektryczne. Rowery tradycyjne najprawdopodobniej odejdą do sprzedaży stricte dla sportowców. Coś podobnego wydarzyło się już przecież jeśli chodzi o hulajnogi. Tradycyjne hulajnogi znamy od bardzo dawna, ale długo „zarezerwowane” były jako rozrywka dla ludzi młodych czy wręcz dzieci. Później pojawił się trend, że hulajnogi mogą być też fajnym sposobem przemieszczania się po mieście. Aż w końcu, kiedy pojawiły się hulajnogi elektryczne i okazało się, że one wcale nie muszą kosztować krocie, to po krótkim czasie na mieście widzieliśmy nieporównywalnie więcej hulajnóg elektrycznych niż zwykłych. W branży rowerowej zachodzi zbliżona zmiana. Ale z racji tego, że rowery miały zupełnie inną pozycję wyjściową - nie są  modnym gadżetem, ale środkiem transportu i są droższe od hulajnóg - jest ona wyraźnie wolniejsza. Długo to właśnie cena najbardziej odstraszała przed zakupem roweru elektrycznego. Można zakupić taki sprzęt, wspomagając się zakupami ratalnymi czy kredytami a za granicą, np. w Paryżu czy Skandynawii, mieszkańcy mogą liczyć na dofinansowanie zakupu roweru elektrycznego.

 

 

Kto jest waszym typowym klientem? Czy elektryczny rower to alternatywa przede wszystkim dla tradycyjnych rowerów, komunikacji miejskiej czy samochodów?

 

Naszym typowym klientem jest tak naprawdę każdy. Oferta jest w tej chwili na tyle szeroka, że w progu naszego wrocławskiego salonu i sklepów partnerskich, pojawiają się bardzo różne osoby. Rowery elektryczne kupują zarówno osoby młode, jak i w średnim wieku czy seniorzy. Rowery elektryczne mogą być zarówno codziennym środkiem transportu, jak i sposobem na aktywny wypoczynek. Niektórzy sięgają po nie, aby przyjemnie dojeżdżać do pracy. Rower elektryczny daje poczucie niezależności: nie trzeba się przejmować rozkładami jazdy, a przy tym jest znacznie tańszy od samochodu. Inni widzą w rowerach elektrycznych szansę na to, by bez konieczności budowania jakiejś wyśmienitej kondycji, móc jeździć na dłuższe wycieczki rowerowe. Na rowerze elektrycznym nie trzeba bać się wzniesień czy tego, że nie będziemy mieli siły, aby dojechać z powrotem do domu z jakiegoś malowniczego miejsca pod miastem. Ciężko mi nawet wskazać, która z tych form użytkowania wiedzie teraz jakiś prym. Naszym klientem jest każdy także dlatego, że u nas rowery elektryczne zaczynają się od niespełna 4 tysięcy złotych, a kończą na około 12 000. Chcemy, aby każdy - niezależnie od możliwości finansowych, potrzeb i oczekiwań - mógł znaleźć u nas coś dla siebie.

 

Jakie są zalety (i ewentualne mankamenty) rowerów elektrycznych w porównaniu do  innych elektrycznych pojazdów? Ile np. kosztuje przejechanie 100 kilometrów na rowerze elektrycznym?

 

Koszt przejechania 100 kilometrów zależy od wielu czynników: technologii, jaka jest w rowerze, warunków, w jakich się poruszamy i zakresu wspomagania jazdy. Szacunkowo jest to między 50 a 90 groszy. Ciężko to jednoznacznie określić, bo różni użytkownicy różnie korzystają z systemu wspomagania jazdy. Jedni preferują całkowite wyręczanie się przez napęd, i właściwie tylko machają nogami. Inni wolą włożyć w jazdę trochę własnego wysiłku. Ale to właśnie możliwość korzystania z roweru elektrycznego na różne sposoby, czyni z niego tak fajny i uniwersalny środek transportu.

 

A jak wygląda kwestia zasięgu baterii i sposobu ich ładowania?

 

Stosujemy baterie, które można ładować bezpośrednio w rowerze. Jeśli trzymamy rower w garażu, nie musimy wyjmować baterii - podpinamy do gniazdka i gotowe. Ale taką baterię można też wyjąć - zostawić rower np. przy stojaku, a baterię zabrać sobie do domu czy biura i tam ją naładować. Baterie, które stosujemy, mają bardzo różne pojemności. Najmniejsze, o pojemności kilku amperogodzin, pozwalają przejechać około 30-50 kilometrów. Przy większych bateriach możemy już sobie pozwolić na zrobienie trasy ponad 100-kilometrowej.

 

 

Od 2019 roku działacie w nowej, imponującej hali produkcyjnej pod Wrocławiem. Jak wygląda proces powstawania rowerów elektrycznych?

 

Tak, od 2019 roku jesteśmy producentem niezależnym od zewnętrznych podwykonawców. Pozawala nam to podporządkować wszystkie procesy produkcyjne własnym potrzebom. Wcześniej, jako niewielka firma, musieliśmy polegać na innych, teraz wszystko już jesteśmy w stanie organizować sobie sami. Rowery elektryczne, tak jak wszystkie inne rowery, powstają w wyniku montażu różnych komponentów, w które zaopatrujemy się u różnych wyspecjalizowanych firm. Mamy firm, od których pozyskuje się hamulce i przerzutki, firmy, które specjalizują się w produkcji opon rowerowych, silników, wyświetlaczy i tak dalej… Bardzo cenimy sobie to, że nie jesteśmy uzależnieni od jednego producenta. Możemy dostosowywać podzespoły i technologie do naszych założeń, standardów i wizji danego modelu. Rozmawiamy z różnymi producentami i wybieramy tylko takie produkty, które nam odpowiadają. Jesteśmy, dodatkowo a może nawet przede wszystkim, pasjonatami. Produkujemy więc tylko takie rowery, z których sami chcielibyśmy korzystać. Wiadomo, że kiedy przygotowujemy rower w cenie poniżej 4 tysięcy, nie można oczekiwać, że będzie się na nim świetnie jeździło po górach. Ale chcemy, aby w tej cenie klient dostał taką technologię, która przy jego potrzebach się sprawdzi. Kierujemy się tym, aby w danym zakresie cenowym rower był możliwie najbardziej wydajny. Sama produkcja, jako taka, jest już bardzo prosta. Zaczyna się od montażu mniejszych podzespołów do ramy roweru, później domontowujemy koła, umieszczamy silnik, a na końcu wszystko regulujemy i kontrolujemy jakość. Jeśli kontrola jakości nie przebiegnie po naszej myśli, rower wraca do tego punktu, w którym coś poszło nie tak.

 

Czy rowery elektryczne są bezpieczne?

 

W przypadku rowerów elektrycznych nie mamy tego problemu, który w pewnym momencie towarzyszył elektrycznym hulajnogom - kiedy to przepisy nie nadążały za rozwojem technologii i popularności. Rower elektryczny produkowany seryjnie, od sprawdzonych producentów, ma limit prędkości do 25 km/h - jest to fabrycznie zablokowane. W tych ramach taki rower obowiązują dokładnie takie same przepisy, jak rower tradycyjny: tam, gdzie jest ścieżka, poruszamy się po ścieżce, tam, gdzie ścieżki nie ma, poruszamy się po ulicy… . Kiedy ktoś inwestuje kilka czy kilkanaście tysięcy w rower elektryczny, to po to, aby bezpiecznie przemieszać się z punktu A do punktu B; nie interesują go brawurowe zabawy czy jakieś popisywanie. Realne niebezpieczeństwo w przypadku rowerów elektrycznych wiąże się z rowerami, które nie są produkowane seryjnie, ale składane samodzielnie, ze sprowadzanych przez internet części. Tutaj zdarzają się pojazdy z silnikami o dużej mocy, porównywalnej ze skuterami. „Rowery samoróbki”, które rozpędzają się do 60-70 km/h, z bezpieczeństwem nie mają już wiele wspólnego. Możliwe ryzyko dotyczy także stosowania podzespołów od niesprawdzonych producentów, np. baterii, które mogą eksplodować.

Droga wolna od niespodzianek z ubezpieczeniem rowerowym. Sprawdź!

 

W 2017 roku na rowerze EcoBike pobito rekord Guinnessa pod względem najdłuższego dystansu pokonanego na rowerze elektrycznym. Opowiedz więcej o tym niezwykłym wydarzeniu?

 

Cała historia zaczęła się od tego, że dziennikarz, który współpracuje z naszym norweskim partnerem, wpadł na pomysł, że przejdzie na rowerze elektrycznym ze średniej półki cenowej - bo chodziło właśnie o taki „rower dla typowego Kowalskiego” - dookoła świata. Celem było zbliżenie się do rekordu Guinnessa, a nie jego pobicie, ostatecznie okazało się jednak, że łączny pokonany dystans był większy, niż ten wówczas uważany za najdłuższy. Jako że w tamtym czasie specjalizowaliśmy się szczególnie w tym segmencie cenowym, zaproponowano nam, aby w wydarzeniu wziął udział nasz pojazd. Po kilku tygodniach przygotowań ów dziennikarz wyruszył w 3-miesięczną podróż na naszym rowerze MTB, zaopatrzony w kilka zapasowych baterii. Trasa wyprawy wiodła przez Norwegię, Szwecję, Litwę, Rosję z Syberią, Kazachstan, Mongolię, Chiny, Stany Zjednoczone, Wielką Brytanię, Belgię i Niemcy. W sumie pokonano dystans ponad 14 tys. kilometrów. Dla nas cały ten plan był trochę jedną wielką niewiadomą. Wiedzieliśmy, że może to się różnie skończyć. Mogły pojawić się np. problemy z silnikiem czy innymi podzespołami. Ale założyliśmy, że jeśli skończy się niepowodzeniem, to po prostu nigdy nigdzie nie będziemy się tym chwalić i tyle (śmiech). Wszystko przebiegło jednak lepiej, niż mogliśmy to sobie wymarzyć. Okazało się, że w trakcie podróżny jedyne prace serwisowe, jakich wymagał nasz rower, to była kilkukrotna wymiana opon. Z rowerem absolutnie nic złego się nie stało i służy on temu dziennikarzowi do dziś. Z radością poinformowaliśmy o tym także wszystkich naszych partnerów, twórców poszczególnych podzespołów, bo był też ich wielki sukces.

 

Niesamowita przygoda…

 

Tak, ale wcale nie jedyna, której współbohaterem było EcoBike. Chwilę po wspomnianym wydarzeniu dziennikarz gazety Rzeczpospolita pojechał na naszym rowerze do Chin, odtwarzając trasę słynnego, liczącego 12 tys. kilometrów, Jedwabnego Szlaku. I tym razem z naszym rowerem nic złego się nie działo. Ze względu na ciężki bagaż, który kierujący miał ze sobą, potrzebna była tylko kilkukrotna wymiana szprych. Rower, na którym powiódł się ten wyczyn, przekazaliśmy później na aukcję Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Wiemy, że szczęśliwy nabywca również bez problemów korzysta z niego na co dzień. Najfajniejsze w tym wszystkim chyba jest to, że w obu przypadkach to nie były rowery specjalnie szykowane na takie wyprawy: wzmacniane, modyfikowane, zaopatrywane w najdroższe podzespoły, ale po prostu wzięte z półki, takie, jakie klienci mogą sobie u nas każdego dnia kupić. Lubimy wchodzić w takie szalone tematy i niewykluczone, że już wkrótce weźmiemy udział w jeszcze jakimś innym podobnym przedsięwzięciu.

 

Ekologia i nowoczesne technologie - co dla was, pod względem prowadzenia biznesu, znaczą te pojęcia?

 

Jeśli chodzi o ekologię, to staramy się podchodzić do tematu odpowiedzialnie, ale też realistycznie i nie wybielać się tam, gdzie nie jest to możliwe. Rowery elektryczne sprzyjają środowisku lokalnemu. Tam, gdzie jeździ się na takim rowerze, jest o jeden samochód mniej. Lokalnie zmniejszamy emisję spalin i wpływamy na czystość powietrza, co jest super, i co bardzo nas cieszy. Ale musimy pamiętać, że światowa większość produkcji komponentów rowerowych jest scentralizowana w krajach azjatyckich. A to wszystko płynie do nas kontenerami, dojeżdża samochodami i tak dalej… Czy istnieje coś takiego jak ekologiczna przerzutka czy łańcuch rowerowy? Nie. Ten ślad węglowy jest, ale zostaje daleko w Azji. W kwestii nowoczesnych technologii, to uważamy je wręcz za „wodę na nasz młyn”. Im bardziej rozrasta się technologia związana z rowerami elektrycznymi, tym więcej osób dostrzega ich potencjał w swoim codziennym życiu. Dzięki temu możemy wprowadzać kolejne nowinki i szukać coraz lepszych rozwiązań. Rozwój technologii sprawia, że coraz łatwiej ukryć, że rower w ogóle jest elektryczny. Już w przyszłym roku chcemy np. wprowadzić do sprzedaży elektryczny rower typu Gravel. Jeszcze jakiś czas temu nie byłoby to możliwe, bo bateria musiała być taka, a nie inna, silnik taki, a nie inny… Dwa-trzy lata temu elektryczny Gravel wyglądałby jak karykatura. Teraz nie będzie się właściwe różnił od tradycyjnego Gravela: bateria schowana w ramie, silnik wielkości średnicy tylnej zębatki.

 

Jakie są najbliższe plany na przyszłość Ecobike? Może wejście na rynek usług sharingowych?

 

W obszarze sharingu już jesteśmy, ale w Hiszpanii. W ogóle nasz hiszpański partner rozwinął pomysł, którego chyba w Polsce brakuje. Oprócz klasycznego wynajmowania rowerów na godziny, firma oferuje też jednodniowe wycieczki rowerowe z przewodnikiem, połączone ze zwiedzaniem różnych ciekawych miejsc. W Polsce rozwijają się to trochę inaczej - bardziej odgórnie, korporacyjnie, to od razu musi być np. 2000 rowerów w jednym mieście. Chociaż mamy swoją fabrykę, na razie nie możemy sobie pozwolić na to, by w jednej chwili zaopatrzyć jedną firmę w aż tyle sztuk. W najbliższym czasie chcemy przede wszystkim utrzymać status, jaki udało nam się już wypracować: rozpoznawalnej, godnej zaufania firmy. Chcemy, żeby każdy, kto szuka roweru elektrycznego, jakoś do nas trafił. Czy to przez internet, czy przez system poleceń. Dużo pracy wkładamy też w rozwijanie naszej współpracy z partnerami zagranicznymi, od których dostajemy mnóstwo zapytań. Cały czas rozbudowujemy naszą linię produkcyjną i powierzchnię magazynową.

 

A jak pandemia wpłynęła i wpływa na sprzedaż rowerów elektrycznych?

 

W momencie wybuchu pandemii w zeszłym roku, wiele sklepów rowerowych wpierw przestraszyło się zniknięcia klientów. Mieliśmy więc chwilowy kryzys, bo masowo rezygnowano z planowanych już zamówień. Kiedy poprawiła się pogoda i jednocześnie ludzie wiedzieli już, że raczej nie wyjadą w tym roku na wakacje, zaczęli szukać jakichś ciekawych form spędzenia wolnego czasu lokalnie. I tak błyskawicznie zaczęło się sprzedawać właściwie wszystko, co miało dwa koła. W tej chwili cały czas mamy więcej zamówień, niż możemy wyprodukować rowerów. Oczywiście, że to nas cieszy, ale jesteśmy firmą, która stara się twardo stąpać po ziemi. Zakładamy, że przez następnych kilka lat popyt będzie rósł, ale musimy być przygotowani na różne scenariusze i dmuchać na zimne. Zależy nam przede wszystkim, aby na pierwszym miejscu zawsze był klient. Przy obecnym popycie bardzo łatwo byłoby nam sprzedawać „byle co”. A chcemy oferować tylko dobre produkty, a to jest duże wyzwanie.

 

Bardzo dziękuję za rozmowę.

 

Również dziękuję.