Ekologia, pomaganie i biznes w jednym. Wywiad z Tomaszem Bocianem z „Ubrania do oddania”

Ekologia, pomaganie i biznes w jednym. Wywiad z Tomaszem Bocianem z „Ubrania do oddania”

 

Jeśli nie założyliście jakiegoś ubrania przez 6 miesięcy, prawdopodobieństwo, że jeszcze kiedyś będziecie je mieli na sobie, bliskie jest 0…

 

Każdego roku powstaje w Polsce około 2 000 000 ton odpadów tekstylnych - 15 kg na osobę. Odzież, której już nie potrzebujemy, zwykle trafia albo na wysypisko, albo do charakterystycznych kontenerów. Wyższość tej drugiej opcji jest bezsporna, ale i ona nie gwarantuje, że nasze zbędne t-shirty, koszule czy spodnie rzeczywiście dotrą do potrzebujących. Czy jest zatem jakaś inna możliwość? Tak, ekologiczny startup Ubrania do oddania! Troska o środowisko, społeczna wrażliwość i przedsiębiorczość. Czy połączenie tych wartości jest w ogóle możliwe? Na to i na wiele innych pytań odpowiada Tomasz Bocian, założyciel marki Ubrania do oddania.

 

Ubrania do oddania… brzmi prosto, ale w połączeniu ze słowem fundraising nasuwa się wiele pytań. Jak właściwie działa „Ubrania do oddania”?

 

Ubrania do oddania do platforma fundraisingowa [od angielskiego fund – fundusze i raise – zbierać; dopisek własny], za pomocą której można pomagać finansowo wybranym przez siebie potrzebującym bez wydawania pieniędzy. Jesteśmy właściwie pierwszą tego typu platformą fundraisinogową na świecie. Działa to w banalnie prosty sposób. Wchodzisz na nasz portal, spośród prawie 200 kampanii charytatywnych wybierasz tę, którą chcesz wesprzeć, pakujesz swoje niepotrzebne ubrania – które są w dobrym stanie i które można przywrócić do ponownego obiegu – do tekturowych kartonów, określasz ich ilość i bezpłatnie zamawiasz kuriera. Kurier przyjeżdża pod wskazany przez cCiebie adres w wybranym przez Ciebie dniu i godzinie i odbiera od te rzeczy. Ubrania trafiają do nas – ważymy je i za każdy kilogram przekazujemy złotówkę na wybrany wcześniej przez Ciebie cel charytatywny. A Ty odkrywasz radość pomagania.

 

Wasze logo przypomina trochę znak recyklingu, ale pojawiają się na nim 3 kolory. Czy coś symbolizują?

 

Tak, to odniesienie do trzech filarów, na których opieramy swoją działalność. Nawiązujemy do słynnej ekologicznej zasady 3R: REDUCE (ogranicz), REUSE (użyj ponownie), RECYCL (oddaj do odzysku). 3R postrzegamy jednak w taki trochę autorski sposób. Dla nas to: pomaganie (część charytatywna), ekologia i edukacja, uświadamianie ludziom, jak działa rynek i jak można to robić lepiej.

 

Z punktu widzenia użytkownika inicjatywa wydaje się wspaniała, ale muszę Cię nieco dopytać o model biznesowy… Wasza aktywność plasuje się gdzieś na styku ekologii, działalności charytatywnej i przedsięwzięcia komercyjnego. Czy da się zachować jakąś równowagę między tymi elementami?

 

Tak, faktycznie nie jesteśmy organizacją charytatywną. Od samego początku zakładaliśmy, że będzie to rentowne przedsiębiorstwo. Wartość, którą chcieliśmy wprowadzić, to transparentność w modelu zbiórek odzieży używanej. Z jednej więc strony pragnęliśmy dać fundacjom narzędzie pozwalające pozyskiwać dodatkowe fundusze na swoją działalność. A z drugiej – zaoferować użytkownikom uczciwe i wiarygodne rozwiązanie na pozbywanie się kilka razy do roku zbędnych ubrań w sposób ekologiczny.

 

Czy tradycyjnym zbiórkom ubrań można coś zarzucić?

 

W naszym kraju są one głównie kojarzone ze zbiórkami kontenerowymi i tzw. door to door, czyli zbiórkami, kiedy wystawia się rzeczy przed drzwi. Kiedy wrzucamy ubrania do kontenerów, mamy przekonanie, że w jakiś sposób pomagamy. Ale nikt do końca w sumie nie wie, jak to się dzieje – czy te ubrania do kogoś trafiają, czy się je sprzedaje i przekazuje komuś uzbierane tak środki, a jeśli tak, to w jakim wymiarze, i tak dalej, i tak dalej. Generalnie wszystkie rzeczy – wszystko jedno czy wrzucone do kontenera, czy wystawione przed drzwi – nie trafiały, nie trafiają i nigdy nie będą trafiać bezpośrednio do potrzebujących, ale do sortowni. Tam ubrania są sortowane i monetyzowane. Część tych zysków zasadniczo powinna trafiać na fundacje, ale  nikt nie mówi jasno, w jakiej wysokości i jak to jest rozliczane.

 

Ok, a jak wygląda to w Ubrania do Oddania? Mówisz, że Wasz model jest transparentny, ale co to właściwie oznacza?

 

Co mam na myśli, kiedy mówię transparentny? Stwierdziliśmy, że aby to wszystko działało, jak należy, musimy wprowadzić do tego nieco archaicznego świata fundraising – najskuteczniejszą i najchętniej wybieraną ostatnio formę niesienia pomocy. Zdecydowaliśmy, że za każdy kilogram ubrań będziemy przekazywali złotówkę na wybrany przez darczyńcę cel charytatywny. Stawiamy sprawę jasno i konkretnie i każdy może to sprawdzić.

 

Fair enough. Wróćmy zatem do Waszego modelu biznesowego…

 

Na początku nasz model biznesowy polegał na tym, że chcieliśmy transparentnie zbierać, magazynować i sprzedawać do sortowni, skąd ubrania wędrują dalej do sklepów. Pokrywamy całą logistykę odbioru i magazynowania etc., przekazujemy darowizny i sprzedajmy – i tu sytuuje się nasz zysk. Ale gdzieś po roku zobaczyliśmy, jak bardzo nieekologicznie zorganizowany jest rynek – i sortowni, i second-handów. Dlatego w tym momencie, w połowie 2019 roku, zmieniliśmy nasz model działania i otworzyliśmy własną sortownię. Nasz system sortowania nazwaliśmy clear-sorting. Dzięki niemu właściwie nie produkujemy odpadu tekstylnego. Na razie sprzedajemy te rzeczy do polskich second-handów, ale nasz kolejny krok to otwarcie sieci własnych, cyrkularnych, ekologicznych butików.

 

Zatrzymajmy się na moment przy początkach Ubrania do oddania. Jak wyglądał Wasz zespół, gdy zaczynaliście, a jak wygląda teraz?

 

Koncepcja tworzyła się ponad 2 lata – badaliśmy rynek i operacyjne możliwości programu – a wystartowaliśmy we wrześniu 2018 roku. Zaczynaliśmy w dwie osoby, jako dwóch founderów, Zosia Zochniak i ja. W tym momencie nasz zespół to 15 osób. Część z nich pracuje nad samym portalem, część w naszej sortowni, gdzie dzielimy odzież na kategorie. Docelowo, w pierwszym kwartale 2020 roku, w planach strategicznych mamy podwojenie liczby pracowników.

 

A jak wygląda Wasza rentowność? Ile ubrań przyjmujecie i ile możecie przyjąć?

 

Stajemy się powoli rentowni, ale jeszcze nie jest to ta rentowność, którą chcemy osiągnąć. W tym momencie średnio przyjmujemy miesięcznie około 20 000 kilogramów odzieży. W skali rynku to nie jest, rzecz jasna, dużo, ale jak na 2-letni startup nie jest źle. Tym bardziej, że jesteśmy w stanie zagospodarować wszystko, co uzbieramy. Dla nas recykling, taki najbardziej ekologiczny, to jest po prostu wprowadzenie rzeczy do ponownego obiegu bez jakiegokolwiek ingerowania w nią. Jesteśmy w stanie i chcemy zbierać około 60 000 kilogramów miesięcznie. I już za pół roku powinniśmy osiągnąć taki poziom. Oczywiście tylko na polskim rynku, bo w planach mamy także przenoszenie naszego modelu na kolejne rynki europejskie.

 

Ubrania do oddania współtworzą gospodarkę obiegu zamkniętego. Dużo w tym kontekście mówi się o odpadach plastikowych, ale o tekstylnych chyba trochę mniej. Jaka jest skala zanieczyszczenie środowiska przez tę branżę?

 

Skala zanieczyszczenia przez branżę tekstylną jest ogromna. I tutaj nie mówię tylko „za siebie”,

ale podpieram się badaniami i różnego rodzaju publikacjami. Cała branża tekstylna – do której zaliczamy też produkcję i transport – to druga po branży paliwowej najbardziej zanieczyszczająca naszą planetę gałąź gospodarki. Jest to ogromny przemysł, głównie związany z fast fashion, który odpowiada za niewiarygodną wprost degradację środowiska. Jeśli chodzi o same odpady, bo rozumiem, że w tę stronę kierujesz swoje pytanie, to musimy sobie uświadomić, że na świecie co sekundę na wysypisko śmieci trafia ciężarówka ubrań. W trakcie tylko naszej rozmowy już jakieś kilka tysięcy ton ubrań wyląduje na różnego rodzaju wysypiskach. Cześć z tego zostanie spalona, bo to też jest dość popularne rozwiązanie. Ale problem powoli przestaje być marginalizowany. Do tej pory patrzyliśmy głównie, jak wspomniałeś na plastik, foliówki i tak dalej, ale ubrania przecież też się nie rozkładają w ciągu 5 lat! Pamiętajmy również, że ubrania poliestrowe to ogromna ilość mikroplastiku, który podczas prania trafia do wody… którą później pijemy. Świadectwem zmiany naszego postrzegania odpadów tekstylnych i zrozumienia związanych z nimi zagrożeń jest to, że powstają już przepisy prawne, które będą zobowiązywały wszystkie kraje członkowskie do selektywnej zbiórki tych odpadów. Zgodnie z dyrektywą unijną już od 2025 roku pojawi się nowa, szósta kategoria odpadów, traktowana na równi z plastikiem, szkłem, bioodpadami czy odpadami zmieszanymi.

 

Czy problem odpadów tekstylnych dotyka Polskę w jakiś szczególny sposób?

 

Niestety tak. Polski problem odpadu tekstylnego polega na tym, że klasyfikowany jest on jako tzw. odpad zielony. Co to oznacza? Ano tyle, że nie są wymagane żadne pozwolenia na transport tego odpadu między krajami członkowskimi UE. Jeśli chcesz kupić ciężarówkę odpadu tekstylnego – tzw. ubrań nieposortowanych – z UK czy z Niemiec, wystarczy, że zajrzysz do sieci i ją sobie zamówisz. Powoduje to, że my, jako Polska, jesteśmy największym śmietnikiem tekstylnym Europy. Do ponad 30 000 second-handów, które w tym momencie funkcjonują na naszym rynku, sprowadzamy kilkaset tysięcy ton odpadu tekstylnego! Dokładne oszacowanie tej ilości jest bardzo trudne, bo żadna ewidencja praktycznie nie istnieje. Ubrania są sortowane bez jakiejkolwiek kontroli. Część rzeczy jest wprowadzana do ponownego obiegu, ale część zostaje po prostu u nas – gnije na wysypiskach śmieci albo jest spalana, często w nielegalnych spalarniach. Zakładając Ubrania do oddania, zobaczyliśmy wszystkie te nieprawidłowości i stwierdziliśmy, że chcemy zrobić w pełni cyrkularne przedsiębiorstwo: nowe rzeczy kupowane są w danym kraju, zbierane w danym kraju i w danym kraju sortowane i wprowadzane do obiegu. Nie chcemy sprowadzać setek tysięcy ton śmieci, po to tylko, by sprzedać część z nich, a resztę zostawić „w naszej ziemi” jako zmartwienie dla przyszłych pokoleń. Nasz model chcemy powielać także na kolejnych rynkach.

 

Ważne miejsce w Waszej działalności zajmują tzw. zbiórki korporacyjne. Czy wielkie firmy chętnie angażują się takie ekologiczno-charytatywne projekty?

 

W naszych planach, kiedy budowaliśmy portal, gdzieś tam zakładaliśmy, że będziemy chcieli organizować zbiórki w firmach. To jest trochę takie naturalne skupisko – choć nie wiem, czy to dobre słowo (śmiech) – darczyńców. Ale okazało się, że firmy trochę nas wyprzedziły (śmiech). Kiedy tylko stworzyliśmy procedury, zaczęliśmy zatrudniać ludzi i tak dalej, firmy same zaczęły się do nas odzywać. Pierwsze propozycje dostaliśmy już po 2 czy 3 miesiącach od startu. Najczęściej były to oddolnie inicjatywy pracowników. To oni gdzieś tam nas zauważyli i powiedzieli: „Hej, fajna opcja, zróbmy to u siebie w firmie”. W tym momencie każdego tygodnia zgłasza się do nas kilka firm, które w ramach swojej społecznej odpowiedzialności biznesu chcą organizować zbiórki. To są różne firmy: od małych, rodzinnych przedsięwzięć, w których pracuje kilka osób, po ogromne międzynarodowe korporacje, zatrudniające kilka tysięcy osób. Niektórym korporacjom, które mają swoje siedziby w Polsce, ta idea spodobała się tak bardzo, że przygotowujemy już pierwsze zbiórki międzynarodowe – w oddziałach danej marki na terenie całej Europy. Jedną z takich firm jest też ING Bank Śląski. ING odezwało się do nas samo, bank jest trendsetterem wielu działań proekologicznych i ogromnie cieszy nas, że dołączył także do naszego programu.

 

Pracownicy ING Banku Śląskiego zebrali łącznie prawie 600 kilogramów ubrań! Pieniądze ze zbiórki trafiły do Fundacji Iskierka i posłużą do zakupu statywów medycznych, które pomogą wstać z łóżek dzieciom z chorobami nowotworowymi.

 

 Dlaczego korporacje uznają, że akurat to a nie inne rozwiązanie jest godne uwagi?

 

Wiesz, sami mówią nam, że sięgamy do takich podstaw CSR-u. Bo czym jest CSR, jak nie po prostu zorganizowaniem w ramach własnych struktur społeczności zjednoczonej wokół jednego celu. My nie idziemy do firm i nie mówimy: dajcie nam jakąś cześć przychodu, zapłaćcie nam za coś. Nie, dajemy narzędzie. Jeżeli chcecie to z nami zrobić, zapraszamy, my wam w tym pomożemy, zorganizujemy całą komunikację do pracowników, odbiór i tak dalej. I to się sprawdza.

 

A w jakiś sposób wybieracie akcje charytatywne, na które przekazywane są pieniądze ze sprzedaży ubrań?

 

Przede wszystkim musimy rozgraniczyć kampanie charytatywne i fundacje. Na naszym portalu kampanię charytatywną wybiera sam darczyńca. Uwiarygodnieniem i gwarantem tych kampanii są fundacje. Na naszą stronę trafiają tylko fundacje działające zgodnie z polskimi przepisami prawa. Fundacje same się rejestrują i zakładają poszczególne kampanię. Jak w każdym portalu fundraisingowa kampania ma określony cash target, czyli sumę, jaką trzeba uzbierać, czas, przez jaki trwa, i bardzo precyzyjnie opisany cel. Wydaje mi się, że nie ma wiarygodniejszej formy pomagania.

 

A jak to jest z tą „radością z pomagania”? Czy chętnie dajemy coś od siebie innym?

 

Polski Instytut Filantropii przygotował bardzo interesujący raport dotyczący tego, czy i w jaki sposób chcemy pomagać innym. Jako społeczeństwo jesteśmy bardzo filantropijni – pomagamy bardzo chętnie – ale istotne jest dla nas wspieranie konkretnej organizacji, potrzebującej osoby lub grupy osób czy inicjatywy. Chcemy też wiedzieć, że uzbierane środki są co do grosza wydane na to, na co chcieliśmy je przeznaczyć. Stąd też np. tak oszałamiająca popularność Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, z którą notabene zaczęliśmy w tym roku współpracę.

 

Czy w sezonie wyprzedażowym, z którym teoretycznie wiąże się wietrzenie szaf, w Ubraniach do oddania macie szczególnie dużo pracy?

 

To są już nasze drugie święta i faktycznie zauważamy, że w grudniu ludzie mają w sobie więcej filantropii. Dla nas jest to jednak i fajne, i niefajne. Nasza logistyka i duża część tego, co robimy, opiera się na obsłudze kurierskiej. A Święta to tzw. pik kurierski, czyli okres, w którym dostawcy mają ogrom pracy i często są zbyt przeciążani. Staramy się więc zachęcać i namawiać, aby rzeczywiście gromadzić w tym czasie rzeczy do przekazania, ale przetrzymać je przynajmniej do „po Świętach”, na najlepiej do „po Nowym Roku”, kiedy w branży zapanuje już większe rozluźnienie.

 

Czy oprócz eko-pomysłu na biznes staracie się dbać o środowisko również na innych poziomach? Czy jest to np. ważny czynnik przy doborze partnerów?

 

Jak najbardziej. Zacznę może od nas samych, od ludzi, którzy tworzą ten projekt. To nie jest tak, że od urodzenia jesteśmy jakoś superekologiczni. Nie, to jest droga, coś, do czego trzeba dojść. Staramy się, i całkiem dobrze nam to wchodzi, nie wpadać w szpony konsumpcjonizmu. Ja osobiście od ponad roku w ogóle nie kupuję ubrań. „Konsumuję” po prostu tę nadwyżkę, którą uzbierałem wcześniej. A odpowiadając już bardziej precyzyjnie na Twoje pytanie: Tak, nawiązując współpracę z partnerami i inwestorami czy układając pracę na sortowni, ekologia jest dla nas zawsze priorytetem. W pierwszym naszym modelu, gdy współpracowaliśmy z inną firmą kurierską, bazowaliśmy na przekazywaniu ubrań w workach na śmieci. Ubrania pakowaliśmy później do specjalnie wyprodukowanych foliopaków i dopiero te foliopaki trafiały na magazyn. Bolało nas to, że pomaganie i ekologiczne podejście do opadów tekstylnych wiąże się z produkowaniem setek kilogramów niepotrzebnego plastiku. Dlatego zmieniliśmy firmę kurierską, a foliopaki wymieniliśmy na papierowe kartony. Baliśmy się trochę, że ludzie powiedzą nam, że to jest dla nich niewygodne, że jak będą musieli dołożyć trochę dodatkowej pracy, to nie będzie im się chciało. Ale obawy okazały się nieuzasadnione. Ludzie przyjęli to bardzo pozytywnie – także dlatego, że dajemy gwarancję, że te kartony będziemy eksploatowali do ich „ostatnich tchu” (śmiech), a później zostaną zutylizowane w odpowiedni sposób. W dobie coraz popularniejszego e-commerce większość z nas ma też po prosty gdzieś w domu jakieś pudła. Zachęcamy również, żeby były to kartony z odzysku. Warto przejść się gdzieś do lokalnego sklepu – jest tego naprawdę w nadmiarze. W tej chili już prawie 100% kartonów, które do nas trafiają, do już któreś ich życie.

 

Na Waszej stronie możemy zobaczyć dokładną instrukcję przygotowywania ubrań do wysyłki. Ale czy zdarzają się jakieś pomyłki lub zaskakujące sytuacje?

 

Hmm, czasami trafiają się jakieś przedmioty, których teoretycznie nie zbieramy, jak zabawki czy mała elektronika, radia, DVD… Ale chyba z racji tego, że tak jasno opisaliśmy, jakie rzeczy warto wkładać do pudeł, to w większości przypadków otrzymujemy to, czego oczekujemy. Jasne, ktoś tam czasem zostawi w marynarce jakieś dokumenty albo klucze. Z takich ciekawych, nieoczywistych rzeczy, to często trafiają nam różne naprawdę unikatowe ubrania. Np. zupełnie nowe bawełniane koszule z lat 70/80. – z papierowymi metkami, z napisanym ręcznie numerem seryjnym i nazwą zakładu.

 

Udaje się je później sprzedać?

 

O tak, to są ubrania o wartości kolekcjonerskiej. Sprzedajemy je w kategorii vintage, a chętnych na taki styl nie brakuje. Takie koszule wykonane są z dobrej gatunkowo bawełny, uszyte w Polsce – prawdziwe perełki.

 

Jak przebiega relacja między biznesem a ekologią. Co jest na pierwszym miejscu? Czy pomysł na biznes trzeba dostosowywać do problemów, z jakimi mierzy się współczesny świat? Czy odwrotnie – to ekologiczne rozwiązania podsuwają najciekawsze możliwości?

 

Chyba nie powiem tu nic odkrywczego. Uważam, że trzeba to stawiać na równi – biznes bez ekologii w perspektywie kilku/kilkunastu lat nie będzie miał racji bytu. Nie wartościowałbym, od której strony trzeba zaczynać: czy wpierw myśleć o biznesie i dostosowywać go do wymogów ekologii, czy wyjść od ekologii i szukać modelu biznesowego w tej kategorii. Chyba obie drogi mogą doprowadzić nas do równowagi – jesteśmy ekologiczni i zarabiamy pieniądze. To jest to, o co powinno chodzić, a to, jak do tego dojedziemy, ma już znacznie drugorzędne. Patrząc globalnie, na wielkie korporacje, widzę, że stare, nieekologicznie modele biznesowe stopniowo zanikają. Ta zmiana będzie jeszcze trochę trwała, jeszcze trochę nas bolała, ale ona jest nieunikniona. Biznes i ekologia to musi być wspólny mianownik.

 

Bardzo dziękuję za rozmowę.

 

Również dziękuję.